Czy warto trzymać pieniądze na koncie oszczędnościowym przy inflacji

Czy warto trzymać pieniądze na koncie oszczędnościowym przy inflacji

Wyobraź sobie, że stajesz na bieżni. Ustawiasz prędkość na solidne 5 km/h i zaczynasz maszerować. Po kwadransie patrzysz na wyświetlacz – spaliłeś trochę kalorii, tętno wzrosło, ale fizycznie… nadal jesteś w tym samym miejscu. Z punktu widzenia fizyki wykonałeś pracę, z punktu widzenia geografii – nie ruszyłeś się nawet o centymetr. Co gorsza, jeśli bieżnia zacznie przyspieszać do 8 km/h, a ty zostaniesz przy swoim tempie, w końcu z niej spadniesz. Dokładnie tak samo działa dziś trzymanie wszystkich swoich pieniędzy na koncie oszczędnościowym w czasach podwyższonej inflacji.

Żyjemy w epoce, w której nasze portfele są nieustannie poddawane presji. Z jednej strony banki kuszą nas kolorowymi banerami w aplikacjach mobilnych, obiecując 5, 6, a czasem nawet 7 procent w skali roku. Z drugiej – wskaźniki Głównego Urzędu Statystycznego brutalnie przypominają, że koszty życia rosną w tempie, które często te bankowe zyski po prostu pożera. Pojawia się więc fundamentalne pytanie: czy w ogóle warto trzymać gotówkę na koncie oszczędnościowym, gdy inflacja szaleje?

Złodziej, którego nie widać, czyli anatomia utraty wartości

Zanim odpowiemy na to pytanie, musimy zrozumieć, z czym tak naprawdę walczymy. Inflacja to najbardziej podstępny podatek świata. Nie przychodzi w formie urzędowego pisma, nie wymaga wypełniania formularzy PIT. Działa w ukryciu, na półkach sklepowych, stacjach benzynowych i w rachunkach za prąd. Jej największą siłą jest to, że nie zabiera ci banknotów z portfela – zabiera im tylko moc nabywczą.

Eksperci z dziedziny finansów behawioralnych często zwracają uwagę na zjawisko tzw. iluzji pieniądza (money illusion). Nasz mózg ewolucyjnie nie jest przystosowany do myślenia w kategoriach wartości realnej. Widzimy, że rok temu mieliśmy na koncie 10 000 zł, a dziś, dzięki odsetkom, mamy 10 500 zł. Czujemy się bogatsi. Problem polega na tym, że jeśli w tym samym czasie koszty życia wzrosły o 8%, to za te 10 500 zł kupimy mniej towarów i usług niż rok temu za równe 10 tysięcy.

Podatek Belki – cichy wspólnik inflacji

Jakby tego było mało, w Polsce (i wielu innych krajach) od zysków kapitałowych płacimy podatek. Słynny podatek Belki wynosi 19%. Oznacza to, że jeśli twój bank chwali się oprocentowaniem na poziomie 6%, w rzeczywistości na twoje konto trafia jedynie 4,86%. Resztę inkasuje fiskus.

Zróbmy szybką matematykę. Przy inflacji wynoszącej 6% i koncie oszczędnościowym dającym 6% brutto, twój realny zysk wynosi minus 1,14%. Tak, dobrze czytasz. Trzymając pieniądze na takim koncie, formalnie na nim zarabiasz, ale w rzeczywistości powoli, acz systematycznie, tracisz. Twój kapitał topnieje jak kostka lodu zostawiona na blacie w letni dzień.

Przeczytaj też:  Dlaczego po podwyżce dalej brakuje pieniędzy – realny mechanizm

Konto oszczędnościowe to nie inwestycja. To ubezpieczenie

Słysząc powyższe wyliczenia, łatwo wpaść w panikę i rzucić się do wypłacania wszystkich środków, by natychmiast wrzucić je w akcje, kryptowaluty czy złoto. I to byłby fatalny błąd. Dlaczego? Ponieważ konto oszczędnościowe nigdy nie miało służyć do pomnażania majątku w ujęciu realnym. Jego funkcja jest zupełnie inna.

„Płynność finansowa w czasach kryzysu jest jak tlen. Nie myślisz o niej, dopóki ci jej nie zabraknie” – to stara prawda, którą doradcy finansowi powtarzają jak mantrę.

Konto oszczędnościowe to miejsce na twoją poduszkę finansową. To fundusz awaryjny, który ma cię uratować, gdy zepsuje się samochód, stracisz pracę, albo będziesz musiał nagle zapłacić za prywatną wizytę u lekarza. Zaletą konta oszczędnościowego nie jest to, że pokonuje inflację. Jego absolutnie największą i niepodważalną zaletą jest płynność i bezpieczeństwo nominalne.

Ile pieniędzy skazać na pożarcie?

Jeśli zainwestujesz wszystkie swoje pieniądze w giełdę lub obligacje długoterminowe, a jutro zaleje ci mieszkanie, będziesz musiał sprzedać swoje aktywa. Być może ze stratą, jeśli rynek akurat będzie w dołku. Pieniądze na koncie oszczędnościowym są dostępne w 15 sekund, z poziomu aplikacji w telefonie, bez ryzyka utraty kapitału początkowego. Gwarantuje to Bankowy Fundusz Gwarancyjny (do równowartości 100 tys. euro).

Konsensus wśród planistów finansowych jest jasny: na koncie oszczędnościowym (lub lokatach) powinniśmy trzymać równowartość naszych 3 do 6-miesięcznych kosztów życia. Te pieniądze świadomie „skazujemy” na lekką utratę wartości przez inflację. To jest koszt naszego świętego spokoju. Traktuj to jak składkę na ubezpieczenie od życiowych katastrof. Ubezpieczenia też nie kupujesz po to, by na nim zarobić, prawda?

Gdzie uciekać z nadwyżkami? Alternatywy dla oszczędności

Co jednak zrobić, gdy mamy już zbudowaną poduszkę bezpieczeństwa, a na koncie wciąż gromadzą się nadwyżki? Trzymanie ich na rachunku bankowym przestaje być ubezpieczeniem, a staje się finansowym sabotażem. Wtedy musimy zamienić kapelusz oszczędzającego na kapelusz inwestora.

Jeśli zależy nam na ochronie przed inflacją, ale nie chcemy podejmować ogromnego ryzyka giełdowego, pierwszą linią obrony są obligacje skarbowe indeksowane inflacją. W Polsce ogromną popularnością cieszą się obligacje 4-letnie (COI) oraz 10-letnie (EDO). W pierwszym roku mają one stałe oprocentowanie, ale w kolejnych latach ich zysk to wskaźnik inflacji powiększony o stałą marżę. To obecnie jedno z niewielu bezpiecznych narzędzi, które pozwala niemal w 100% zneutralizować niszczycielską siłę inflacji.

Przeczytaj też:  10 najlepszych sposobów na pomnażanie oszczędności - sprawdzone metody budowania kapitału

Krok dalej: rynki kapitałowe i ETF-y

Dla osób o nieco dłuższym horyzoncie czasowym (minimum 5-10 lat) naturalnym krokiem są rynki kapitałowe. Historycznie rzecz biorąc, to właśnie akcje największych światowych firm najlepiej chroniły kapitał przed inflacją w długim terminie. Firmy potrafią bowiem przerzucać rosnące koszty na konsumentów, podnosząc ceny swoich produktów.

Dziś nie musisz być rekinem finansjery z Wall Street, by inwestować globalnie. Dzięki funduszom ETF (Exchange Traded Funds) możesz kupić „kawałek całego świata” za ułamek kosztów, które jeszcze dekadę temu pobierały tradycyjne fundusze inwestycyjne. Wymaga to jednak zmiany mentalności i zaakceptowania faktu, że wartość twojego portfela będzie w krótkim terminie falować.

Werdykt: Trzymać czy uciekać?

Odpowiedź na pytanie, czy warto trzymać pieniądze na koncie oszczędnościowym przy inflacji, nie brzmi „tak” lub „nie”. Brzmi: to zależy, które pieniądze. Świat finansów osobistych rzadko jest czarno-biały, a szukanie skrajnych rozwiązań zazwyczaj kończy się bolesną lekcją.

Konto oszczędnościowe to świetne narzędzie, jeśli używamy go zgodnie z przeznaczeniem. To port, w którym cumuje nasza szalupa ratunkowa. Nie narzekajmy, że szalupa nie nadaje się do rejsu dookoła świata – ona ma nas uratować, gdy duży statek zacznie tonąć. Jeśli jednak próbujesz zmieścić w tej szalupie cały swój życiowy majątek, inflacja powoli, acz nieubłaganie, sprawi, że zaczniesz nabierać wody.

Dlatego kluczem do sukcesu jest dywersyfikacja i świadomość. Trzymaj na koncie oszczędnościowym dokładnie tyle, ile potrzebujesz, by spać spokojnie. Zdobądź się na wysiłek, by poszukać najlepszego oprocentowania na rynku – banki często oferują promocyjne stawki na nowe środki, z których warto korzystać. Ale każdą złotówkę powyżej tej żelaznej rezerwy wyślij do cięższej pracy. Inaczej inflacja zrobi to za ciebie, bez pytania o zgodę.

Udostępnij post:

Facebook
Twitter
LinkedIn
Pinterest

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *